WIARA W DZIECKO

Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Chcemy, żeby nasze dzieci były mądre, bystre, inteligentne, oczytane, pewne siebie, odważne, cierpliwe, wysportowane,  silne, wyrozumiałe i asertywne…… lista jest pewnie jeszcze długa, nasza idealizacja człowieka. Pragniemy, żeby nasze dziecko osiągnęło  sukces w życiu zawodowym jak i prywatnym. Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było po prostu szczęśliwe. Ja też i ty pewnie też.

W dużej mierze zależy od nas, czy uda się naszym dzieciom osiągnąć sukces czy też nie. Dziś również wiele się słyszy o tym , żeby dzieci dużo chwalić, wspierać, a nie wyręczać w działaniu. Rodzice  mają być podporą , wspierać w podejmowaniu decyzji, lecz czy oby na pewno na co dzień tak jest…. ?  bardzo często w prostych codziennych czynnościach, zapominamy, przestajemy wierzyć  w możliwości swoich dzieci. Wyręczamy nasze dzieci w prostych codziennych czynnościach, zamiast już w momencie na gdy maluch powie „ja siam”\warto dać mu spróbować, uczyć cierpliwości jak i dać wiary w jego możliwości. Jak nie my wyręczamy ( bo osobiście jestem wymagającą mamą) to robi to za nas, babcia, ciocia czy opiekunka.

Prosty przykład z dnia codziennego. Mój już 3 latek idzie z kubkiem pełnym wody… chce go przenieść z kuchni do salonu.  Pierwsze słowa, które się cisną na usta, to ….” Uważaj, bo rozlejesz”.

Czy tak nie jest…?

Osobiście, mimo, iż wiem, że może zakończyć się katastrofą owa wędrówka, staram się milczeć, bo wiem, ile wysiłku kosztuje to moje małe dziecko. Nie chcę podcinać mu skrzydeł już na starcie, bo wcale to mu nie ułatwi działania, tylko może jeszcze bardziej zestresować. Prosty banalny przykład,  czy nie obrazuje braku wiary we własne dziecko!?

Nie raz rozlał wodę, mleko czy sok. Czasami na dywan czy kanapę. Słowa, uważaj, bo rozlejesz wcale mu nie pomogą lecz zestresują. Tak samo jest z nami dorosłymi. A czym nam się nie zdarza rozlać czy siebie oblać. Kto z nas dorosłych nie miał takiej wpadki…? Zdarza się każdemu, małemu i dużemu J Pozwalam swoim dzieciom zanieść kubek z wodą, czy też samemu nalać z dzbanka. Czasami kończy się „katastrofa” do której wystarczy ręcznik aby posprzątać. I tak robią moje dzieci.

Sami swoim zachowaniem, może nie do końca świadomym, bo przecież do nas tak mówiono wiele razy, przyczyniamy się do podcięcia skrzydeł własnemu dziecku, we własne możliwości.  Praca nad samym sobą jest ważna. Kiedyś chowało się dzieci inaczej, dziś się wychowuje. Jest inna świadomość rodzica jak i dostęp do różnych środków pomocniczych.

Wychodząc na pierwsze dłuższe wybieganie, bo aż 30km, było dla mnie wyzwaniem. Starałam się o tym, nie myśleć, po prostu wyjść i biec. Nie usłyszałam wychodząc z domu negatywnych słów, wręcz przeciwnie. Mąż życzył mi powodzenia.  Bieg ukończyłam. Miałam wsparcie mentalne. Mógł jednak powiedzieć „ daj spokój, po co ci ten bieg…i tak nie dasz rady” – mogłoby zaboleć. Mam jednak duży dystans do siebie jak i tego co mówią inni, do mnie jak i na swój temat. Uważam, że jestem za „stara”, żeby tracić życie na pierdoły. Znam swoją wartość i wiem, czego chcę. Zanim jednak dotarłam tam gdzie jestem obecnie, upłynęło trochę czasu.

Więc, nie każdy, a tym bardziej małe dziecko, które dopiero zaczyna poznawać świat, co jest w nim dobre, a co złe ma świadomość swojej wartości.

W momencie gdy dzielimy się ze znajomymi swoimi nowymi pomysłami, czy nowymi wyzwaniami, które chcielibyśmy osiągnąć, bardzo często, w nas nie wierzą, pukają się głowę, potrafią zabić w człowieku entuzjazm już na samym stracie. Nieliczni potrafią się obronić, dalej robić swoje nie przejmując i nie patrząc na innych. Do której grupy będą należały Twoje dzieci?